Warsztaty pisarskie opowiadania
Krótki opis Twojego forum [ustaw w panelu administracyjnym]
FAQ
Szukaj
Użytkownicy
Grupy
Galerie
Rejestracja
Profil
Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości
Zaloguj
Forum Warsztaty pisarskie opowiadania Strona Główna
->
Opowiadania: Jednoczęściówki
Napisz odpowiedź
Użytkownik
Temat
Treść wiadomości
Emotikony
Więcej Ikon
Kolor:
Domyślny
Ciemnoczerwony
Czerwony
Pomarańćzowy
Brązowy
Żółty
Zielony
Oliwkowy
Błękitny
Niebieski
Ciemnoniebieski
Purpurowy
Fioletowy
Biały
Czarny
Rozmiar:
Minimalny
Mały
Normalny
Duży
Ogromny
Zamknij Tagi
Opcje
HTML:
NIE
BBCode
:
TAK
Uśmieszki:
TAK
Wyłącz BBCode w tym poście
Wyłącz Uśmieszki w tym poście
Kod potwierdzający: *
Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Skocz do:
Wybierz forum
Publikacje
----------------
Opowiadania: Jednoczęściówki
Opowiadania: Wieloczęściówki
Adresy do Waszych opowiadań
Poezja
Warsztaty
----------------
Ćwiczenia
Porady
Nocnikowe konkursy
Nocnikowy Gust
Książki
----------------
Co ostatnio przeczytaliście?
Autorzy
Tytuły
Nowinki wydawnicze
Muzyka
----------------
Czego słuchacie?
Gatunki muzyczne
Ulubione kapele, zespoły, piosenkarki...
Recenzje muzyczne
Filmy
----------------
Wasz ulubiony gatunek
Recenzje filmowe
Seriale
Na czym byliście ostatnio w kinie?
O Was
----------------
Wasze strony
Hobby
O Was
Humor
----------------
Kawały
Śmieszne historie
Inne
----------------
Wszystko, na każdy temat
Przegląd tematu
Autor
Wiadomość
Aliś
Wysłany: Czw 10:47, 28 Cze 2007
Temat postu: Przebudzenie Afrodyty.
Podobnie jak Niś, moje też na luzie. Chociaż... bardziej na poważnie.
Woda piętrzyła się, spieniała, gdzieś nieopodal maleńka rybka wyskoczyła z odmętów morza. Słyszałem chlupanie, bulgotanie i szum fal naprzemiennie oddalających się i przybliżających do plaży. Kilkanaście kroków ode mnie zauważyłem kraba – niewielkiego, od którego czerwonych łusek odbijały się promienie słoneczne.
Niebo było zachmurzone, coraz większa liczba nieciekawie wyglądających chmur kłębiła się nade mną. A uparte Światło nadal wdzierało się w coraz to nowsze szczeliny w chmurnym kłębowisku.
Siedziałem na miękkim piasku, ubrany na sportowo, z białą hawajską koszulą i krótkimi biało-niebieskimi spodenkami w czarne paski, bez butów – sandałów – które porzuciłem przy samym wejściu na plażę, patrząc tępo przed siebie i wyobrażając sobie dawno zapomniane chwile. Że byłaś ze mną, w taką pogodę, stałaś, o, tam, tuż przy samiuteńkiej wodzie, wdychałaś jej słony zapach, ręce splótłszy na piersi, głowę uniosłaś wysoko i dumnie. Wiatr dął mocno od strony wody, rozwiewając ci niemal całkowicie rude kosmyki twoich włosów.
Błogi uśmiech na twarzy, policzki zaróżowione z zimna, bose maleńkie stópki, które moczyła zimna i ciągle nadciągająca morska fala...
Wtedy przychodziłem do ciebie, obejmowałem cię w pasie niczym maleńką dziewczynkę. Ty starałaś się złapać mojej szyi; twoją całowałem tak pieszczotliwie, a zarazem namiętnie.
- Nie! – wrzasnąłem, a echo roznosiło mój rozpaczliwy krzyk jeszcze daleko przed i za siebie.
To tylko wizja, Rafale. Uspokój się, powiedziałem sobie w myśli, karcąc się. To tylko obraz...
Jednak nim zdołałem się chociaż na chwilę odprężyć, już widziałem kolejną scenę z mojego, naszego życia.
Fale wezbrały się, z coraz większą mocą uderzając o przydrożne klify. Robiło się ciemniej, światło znikało, w pewnym momencie zdawało się, że słońce stało się całkowicie czarne. Ale usłyszałem coś dziwnego. Niespodziewany hałas z samej głębi oceanu. Dźwięk chlupoczącej i rozpryskującej się wody.
I w pewnej chwili stało się jasno. W oddali widziałem zupełnie białą, błyszczącą kobiecą postać, wynurzającą się z morskiej toni. Zupełnie jak Afrodyta – dziewica wydobyta z morza, nieskazitelnie piękna i biała – tak ty wypłynęłaś z władczo uniesionymi rękoma. Naga, naturalna, w pełnej krasie swojej osobliwości. Wpatrywałem się w ciebie jak urzeczony, zupełnie jakbyś była jakimś niespodziewanym zjawiskiem. Ty, Afrodyta, bogini miłości, piękna, muzyki, sztuki, szłaś do mnie, emanując i oślepiając swym blaskiem.
I nie było ważne, że byłaś wysoka jak topola, miałaś rude włosy i mały biust. Byłaś boginią. Wyjętą wprost z morza.
Ale na brzegu nie czekały na ciebie nimfy morskie. Nie przystroiły cię w piękną suknię, nie uczesały ci włosów. Nie dostałaś purpury, kolorowych wstążek i złotych zapinek. Nie było rydwanu i srebrnych bucików. Czekałem tylko ja z ręcznikiem w pieski. Byłem twą jedyną nimfą – opiekunką. Okryłem cię kawałkiem materiału, potem ty narzuciłaś na siebie jedwabną sukienkę. Ruszyliśmy przed siebie. Razem.
Ale, podobnie zresztą jak z nimfami, opuściłaś i mnie, udając się w świat. Chciałaś się bawić, wplątywać w niebezpieczne i toksyczne związki. Pragnęłaś uczt, hulanek, potańcówek, miłostek.
Nie płakałem za tobą. Odeszłaś cicho, bez rozgłosu, szumnego pożegnania. Ot, jeden dzień byłaś, drugiego już nie. Znajomi nie przychodzili, rodzina nagle przestała się nami interesować.
Poszłaś w ślady Afrodyty, Dominiko? Bywałaś na balach, oczarowywałaś wszystkich swoim pięknem? Czy spotkałaś Aresa, boga wojny, niespokojnego ducha, z którym znalazłaś chociaż przez chwilę to, czego tak zapalczywie u mnie szukałaś? Czy, wreszcie, przechadzając się pomiędzy kolumnadami swojej świątyni, spotkałaś małego chłopca – rzeźbiarza, który za pomocą dłuta i kamienia stworzył posąg istnej doskonałości, kobiety nad kobietami, zakochując się przy tym bez opamiętania? Czy podczas gdy od mówił do swojej miłości czułe słowa, dotykał jej zimnego ciała, w pewnym momencie ją nawet pocałował, potrafiłaś się tak prawdziwie i szczerze wzruszyć? Czy umiałaś sprawić, że rzeźba przestała być kobietą z kamienia, a stała się wymarzonym darem dla tego chłopca?
Mam nadzieję, że tak. Bo wiesz, ten chłopiec – rzeźbiarz to byłem ja, a ta kobieta przedstawiała ciebie.
Jeśli wszystko potoczyło się zgodnie ze swoim wyznaczonym trybem, jeśli uwierzyłaś, podobnie jak ja wierzyłem, to kiedyś cię odzyskałem. Jeśli...
fora.pl
- załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by
phpBB
© 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin